Zarabianie na podróżach

 

Do tej pory nigdy nie korzystałem z funkcji zakładek na swoim czytniku e-booków. Nie czułem takiej potrzeby. Czytając książkę Karola Wernera “Zarabiania na podróżach” zacząłem się zastanawiać czy mój Kindle ma jakiś limit zakładek. Na szczęście nie ma. Teraz kiedy jestem już po lekturze, ponownie wracam do tych treści, które chciałbym jako pierwsze wprowadzić w życie.

Od pewnego czasu mam uczulenie na wydawnictwa poradnikowe. Kojarzą mi się z przekazywaniem informacji z pozycji wszechwiedzącego eksperta, który wie już wszystko, a tobie udowadnia, że i tak nigdy nie osiągniesz jego poziomu.  Karol w swojej książce, mimo sporego doświadczenia i imponujących zasięgów, nie jawi się nam niczym polihistor. Jest normalnym gościem, który opisuje swoje doświadczenia w monetyzowaniu bloga i okołobogowych projektów. Doświadczeń zebrał całkiem sporo, a co ważniejsze w bardzo przystępny sposób się nimi w “Zarabianiu na podróżach” dzieli.

 

Kiedy dowiedziałem się o planach autora na wydanie tej książki, byłem trochę zaskoczony. To pierwsza pozycja wydawnicza w Polsce, która w tak skondensowany sposób wyjaśnia jak łączyć pasję podróżowania z zarabianiem na niej. Pomyślałem, że to śmiałe posuniecie Karola, biorąc pod uwagę ryzyko stworzenia sobie wewnętrznej, blogerskiej konkurencji. W związku z tym, że dzieli się z nami konkretami, również tymi finansowymi, zastanawiałem się czy nie stworzy tym samym ryzyka zaniżania stawek w branży. Teraz jestem już pewien, że efekt będzie raczej odwrotny. Większa świadomość funkcjonujących na rynku zasad tylko będzie służyła podróżniczej blogosferze.

Po przeczytaniu książki zmieniłem trochę zdanie na temat słynnego “Rób to co kochasz, a nie przepracujesz ani jednego dnia”. Bo codzienność blogera zarabiającego na swojej twórczości to nie jedynie wieczne wakacje, o które można by było podejrzewać, ale też i ciężka praca. Nikt nie odmawia satysfakcji z jej wykonywania, ale z pewnością wymaga też dobrego pomysłu biznesowego,  logistyki, samodyscypliny i cierpliwości.  A to dopiero początek.

 

W tej wartościowej pozycji znajdziemy wskazówki i przestrogi dotyczące m.in. barteru, tworzenia konkursów, współprac z markami  i organizacjami turystycznymi. Dowiesz się jakie warunki trzeba spełnić, aby zarabiać na wideo (mając nawet mały kanał youtube). Jak szukać satysfakcjonujących  współprac? Jak je wyceniać? Jak negocjować? Jak stworzyć dochód pasywny o oparciu o bloga. To tylko przykładowe tematy, które mogą Cię zainteresować.

W książce możliwość przekazania ciekawych doświadczeń autor przekazał również innym ekspertom, którzy chętnie podzielili się z czytelnikami swoimi radami. To dodatkowa wartość tej publikacji.

Porady Karola to konkrety. Nie ma tu miejsca na lanie wody. Jest za to jakość! Jest to z resztą słowo, które odmieniane jest przez niego przez wszystkie przypadki.

 

A teraz, jeśli czujecie, że tematyka “Zarabiania na podróży” jest i Wam bliska i czujecie, że moglibyście skorzystać z tych cennych wskazówek zawartych na 172 stronach, zachęcam Was do skorzystania z możliwości zakupu  ebooka. W pakiecie otrzymacie 7-godzinnego audiobooka.

Okres przedsprzedaży jest jedyną okazją, aby kupić książkę po niższej cenie 39 zł. Od 8 stycznia cena będzie wynosić 49 zł. Uważam, że warto skorzystać z tej okazji.

Więcej informacji i możliwość zakupu na stronie “Zarabianie na podróżach”

zarabianie na podróżach

  • Bardzo, bardzo mi miło. Dzięki!

  • Kornik Książkowy

    Właściwie tę książkę warto czytać od ostatniego rozdziału, gdzie Tomek pisze o tym, jak praca w podróżniczym biznesie zmienia optykę podróży, odziera je z tajemniczości i wyjątkowości i przemienia w produkt. Cała reszta, to technikalia, jakich pełno w książkach dla blogerów (Kominek) i na konferencjach blogowych. Jedna rzecz, która mi się podoba: konkretne case’y – z książki można się dowiedzieć, ile topowy bloger jest w stanie wypracować. Jedna rzecz, która mi się nie podoba: Karol pisze o rzeczach, które u niego się sprawdziły i można odnieść wrażenie, że o pozostałych (np. wspomniane konkursy) wypowiada się lekceważąco. Zamiast subiektywnej opinii lepiej byłoby jednak znaleźć kogoś, komu się w tych formach udaje i poprosić o gościnny rozdział (jak zresztą kilkukrotnie robi).