Polska

Lasy Janowskie

 

 

Pchany absolutną potrzebą zaszycia się w dzikiej głuszy z dala od cywilizacji, natrafiłem na propozycję spędzenia kilku wrześniowych dni w Lasach Janowskich. Wyczytałem na forach internetowych, że to dobry czas, aby się tam wybrać, ponieważ grzyby rosły tam jak szalone. Początkowo myślałem o znalezieniu miejsca na nocleg w samym Janowie Lubelskim, ale potrzebowałem naprawdę maksymalnego wyciszenia. I tak oto natrafiłem na informację o Doboszówce, znajdującej się pośrodku ogromnego lasu. Pomyślałem: „Właśnie tego mi teraz trzeba”. Wsiadłem w samochód i pojechaliśmy z Kamilem, zaopatrzeni w nawigację do naszego wymarzonego celu. Kiedy wjechaliśmy już w leśną drogę, miałem wątpliwości, czy bez problemu dotrzemy na miejsce. Kiedy jednak już się to udało, wiedziałem, że to właśnie miejsce, w którym spędzę fantastyczne kilka dni.

Zanim więcej o samej Doboszówce i o tym co zwiedzić w Lasach Janowskich i okolicach, poniżej interaktywna mapa wskazująca najciekawsze miejsca, które najbardziej Wam rekomenduję.

 
 

Doboszówka to nie tylko piękny, piętrowy dom, ale też ciekawa jego okolica. W niedawno wybudowanej stodole mieści się stołówka, ale taka z klimatem. Kilkanaście metrów dalej znajduje się mini zoo. Szczególnie rodziny z dziećmi będą tym zachwycone. Zresztą, w trakcie naszego pobytu odbywały się tu, prowadzone przez tutejszego gospodarza, zajęcia dydaktyczne dla dzieciaków. Ich twarze mówiły same za siebie. Na terenie posesji znajduje się też mini spa, o którym więcej nieco później.

My z Kamilem skupiliśmy się na buszowaniu po tutejszych lasach. Od razu pojawił się poważny problem. Ilość grzybów nas totalnie zaskoczyła. Dwa koszyki, które pożyczyliśmy od gospodarzy, zapełniły się w mgnieniu oka. Musieliśmy jechać do Janowa Lubelskiego w poszukiwaniu wiklinowych koszyków i elektrycznej suszarki do grzybów. Okazało się jasne, że nie będziemy w stanie tak dużej ich ilości zabrać do Lublina po kilka dniach. Szkoda było, żeby się zmarnowały. Co ciekawe, inni turyści byli doskonale przygotowani, wiedząc, że tutejsze zbiory będą wyjątkowo obfite.

 

 

Wyobraźcie sobie, że po 2 dniach celowo zmieniłem plan, żeby nie zbierać już więcej grzybów. Nie mieliśmy już co z nimi robić. Pogoda była świetna, bo jeszcze kilka dni temu intensywnie padało. Teraz słońce ładnie podgrzewało. Rozwiesiliśmy na kilku metrach żyłki wędkarskiej, (zakupionej na wszelki wypadek w Janowie) odpowiednio przygotowane grzyby i pojechaliśmy na zwiedzanie dalszych okolic.

 

 

W samym Janowie Lubelskim postanowiliśmy najwięcej czasu spędzić nad wodą, a dokładnie w okolicach parku linowego w tzw. parku Zoom Natury. Uwielbiam takie miejsca. Czuje się tu jak mały dzieciak w swoim żywiole. Widać, że na tutejszą infrastrukturę przeznaczono spore pieniądze. Kolejną atrakcją jest tzw. Wieża Mocy.

To nie tylko wieża widokowa W skład wieży mocy wchodzi:

  • Zjazd tyrolski – ponad 200-metrowy zjazd linowy nad Zalewem Janowskim; jednoetapowa tyrolka, która zaczyna się na wysokości 13 metrów nad ziemią.
  • Diabelskie wahadło – nie na darmo nazywane diabelskim – pojedynczy lub tandemowy skok z wysokości 16 metrów pozwalający doznać w trakcie spadania stanu przeciążenia 3g
  • Skok pionowy Power Fan – pionowy skok w dół z progresywnym systemem hamowania, który odbywa się na linie kevlarowej z wysokości 13 metrów i dochodzi do prędkości 50 km/h

Zoom natury to również Laboratoria Wiedzy czy tzw. Plac Energii. Więcej informacji znajdziecie na oficjalnej stronie Zoom’u Natury. Ja bawiłem się w parku linowym świetnie. Polecam też Wieżę Mocy. Pozostałe atrakcje w mojej ocenie będę ciekawsze dla młodszych osób.

Fajnie jest też tak zwyczajnie się poszwendać po tej okolicy. Oczywiście nie obyło się bez znalezienia kilkunastu pięknych okazów grzybów. Istna klęska urodzaju w tym regionie 🙂

 

 

Równie dumnie prezentują się grzyby niejadalne 🙂

   

Żałuję tylko, że pominęliśmy Skansen Kolei Leśnej. Następnym razem na pewno odwiedzimy to miejsce. Jej trasa przebiegała przez Lasy Janowskie. W Muzeum zobaczyć można zabytkowy tabor kolejki. Kolejka wykorzystywana była głównie do przewozu drewna, ale w czasach PRL-u była zaniedbana i coraz bardziej niszczała. Działalność zakończyła w latach 80-tych XX wieku, a w 1993 roku całkowicie ją rozebrano.

Poczytałem, poszperałem w necie i okazało się, że trochę jeszcze sobie pojeździmy samochodem, bo zainteresowało nas jeszcze kilka fajnych miejscówek. Na przykład miejscowość Szklarnia. Fantastyczne przyrodniczo miejsce na wycieczki. Można wejść na wieżę widokową i poprzyglądać się na konie, można też podejść do stajni. Duży teren z możliwością jazdy rowerem, motorem czy po prostu spacerowania. Warto zobaczyć rzekę Czartosowa, która znajduje się między Momotami a Szklarnią.

 

 

Kolejne atrakcyjne tereny do jazdy konnej, rowerowej i spacerów znajdują się nadal na terenie Rezerwatu Lasy Janowskie — Stawy w okolicy wsi Momoty. Zakochacie się w tym miejscu. W samych Momotach Górnych zapewne zaciekawi Was drewniany kościół. Ma ciekawą historię ze względu na osobę bardzo zdolnego i pracowitego proboszcza. Kazimierz Pińciurek, bo o nim mowa, sam wykonał całe wnętrze tutejszej świątyni. Na prawdę warto zobaczyć na własne oczy cały ten majstersztyk.

 

 

I jak już się tak pozwiedzaliśmy, to odkryłem, że bardzo blisko Doboszówki znajduje się unikatowe miejsce, Imielty Ług. Wspaniałe miejsce na dłuższy spacer. Piękne widoki, idealne miejsce do podziwiania natury 🙂 Trochę żałowałem, że nie zabrałem z domu lornetki.

 

 

Warto dojść ścieżką do końca, do platformy widokowej. Spokojny spacer z parkingu tam i z powrotem zajmie około półtorej godziny. Ostoja rzadkich zwierząt oraz siedliska niespotykanych roślin. Piękne o każdej porze roku. Szczególnie zjawiskowo prezentuje się rankiem oraz przed zachodem słońca. Dobrze, że jeszcze niezadeptane przez masową turystykę. Tutejszy rezerwat torfowiskowy zajmuje pow. ok. 802 ha! To obszary rozległych bagien i zarastających zbiorników wodnych.

 

 

Latem możemy podziwiać tu kwitnące lilie wodne oraz siedlisko kormoranów. Zimą to miejsce staje się zdecydowanie jeszcze bardziej odludne. To zdecydowanie jedno z moich ulubionych miejsc w całym lubelskim.

 

 

Pierwszy raz w życiu miałem tez okazję zobaczyć na własne oczy zbudowane przez Bobry żeremie.

 

 

Kolejne zaskakująca lokalizacja w okolicy to Uroczysko Kruczek. Nie możecie pominąć tego miejsca. Jest w nim jakaś magia. Znajduje się tutaj między innymi drewniana kapliczka z około 1945 roku z obrazem św. Antoniego i gipsową figurką tego świętego. Obok kapliczki znajduje się ołtarz polowy, ambona i ławki, a także droga krzyżowa. Rzeźbione stacje drogi krzyżowej nawiązują do martyrologii narodu polskiego w okresie II wojny światowej. Zainteresowany tematem, czytam trochę więcej o bitwie na Porytowym Wzgórzu. To kolejne ciekawe miejsce oddalone o jakieś 15 km na południe od Janowa Lubelskiego (patrz mapa powyżej). Okazuje się, że odbyła się tam największa bitwa partyzancka na ziemiach polskich. Na pamiątkę tych wydarzeń, postawiono tu niezwykły pomnik.

Ale powróćmy do Uroczyska Kruczek. Według legendy w Kruczku odpoczywał św. Antoni a spod kamienia, na którym odpoczywał, wytrysnęło źródełko. Pochodzącej z niego wodzie przypisuje się lecznicze właściwości, ma ona przyśpieszać gojenie ran.

Warto przejść jeszcze przynajmniej kilkadziesiąt metrów dalej, nad płynącą przez ten teren rzeczkę pośrodku lasu. Bardzo podoba mi się to miejsce.

W Doboszówce, po powrocie ze zwiedzania, grzybobrania czy co tam innego Wam w duszy gra, odpoczywa się tu wspaniale. Dookoła cisza, spokój. Jeśli mamy ochotę, warto skorzystać z usytuowanej nieco na uboczu sauny. Gospodarze zaplanowali ją w genialnym miejscu, tuż nad niewielkim stawem. Warto zapłacić niewielką kwotę za ten dodatkowy relaks. A może po prostu macie ochotę poleżeć na rozwieszonym między brzozami, wygodnym hamaku ? Ognisko? Grill ? Czy zwyczajnie pora na czas z książką ? Możliwości jest naprawdę sporo.

 

 

Poza tym tego typu magiczne miejsca kojarzą mi się tez jednak z relaksem, błogim lenistwem z takim pozytywnym nicnierobieniem”. Nie wiem jak Wy, ale ja czasem lubię sobie tak nicnierobić i nicniemusieć”. Lubię ten stan. Oczywiście nie do przesady, żeby nie umrzeć z nudów 🙂

 

 

W gospodarstwie zadbano też o smaczne posiłki. Jeśli mamy ochotę (a bardzo polecam), możemy zamówić dodatkowo śniadania i obiadokolacje. Niebo w gębie. Kiedy przyjedziemy tu w okresie grzybobrań, unosi się wokół tutejszej stodoły-stołówki nieziemski zapach suszonych grzybów. Na samo wspomnienie robię się głodny.

 

 

 

Gospodarstwo otrzymało od Marszałka Województwa Lubelskiego nagrodę w konkursie „Na najciekawszą ofertę agroturystyczną w Regionie Lubelskiem” w kategorii na najbardziej innowacyjny produkt turystyki wiejskiej. I tutaj czuje się, że jest to nagroda absolutnie zasłużona !

 

 

To kiedy wybieracie się do Doboszówki ? 🙂

       

O autorze - Mikolaj Cichomski

Kiedyś znalazłbyś tu zdawkową informację - nazywam się Mikołaj i kocham podróże. Poważnie ? Co za nuda. Dużo od tego czasu się zmieniło. Imię i pasja do poznawania świata pozostały. To co nowe, to sposób pisania, więcej konkretów i próba pokazania ciekawych miejsc z nowej perspektywy. I chociaż nadal pracuję na etacie, sam sobie wytłumaczyłem, że życie w podroży tymczasowo realizuję na raty ? Jestem kolekcjonerem wspomnień i zależy mi na tym, żeby Twój wyjazd też wywołał mnóstwo pozytywnych emocji. Znajdziesz tu więc pomysły na podróże, relacje z wypraw, praktyczne wskazówki. Wszystko to połączone ze zdjęciami i filmami, zgodnie z moim mottem życiowym: "Statek jest bezpieczny, kiedy stoi w porcie, lecz nie po to buduje się statki, aby stały w portach". Zatem, rozgość się tutaj a potem działaj!