Gruzja

 

Gruzja – Co warto zwiedzić ?

 

Termin: 22-27.06.2014r
Ilość osób: 1

Koszty:

Przejazd Lublin- Warszawa- Lublin- 60 zł (Contbus)
Przelot Warszawa- Kutaisi- Warszawa- 280 zł (Wizzair)
Marszrutka (bus) Kutaisi lotnisko- Kutaisi dworzec kolejowy – 5 Gel ok 9 zł
Pociąg Kutaisi-Tbilisi – 17 GEL – ok. 30zł
Marszrutka (bus) Tbilisi- Kazbegi 15 GEL (z postojami na fotki) -ok.27 zł
Marszrutka (bus) Kazbegi- Tbilisi 10 GEL (bez postojów 🙂
Bus Tbilisi- Sighnaghi – 6 GEL -ok.10 zł
Taxi Sighnaghi – Szlak winny- Tbilisi- 30 Gel -ok 55 zł
Pociąg Tbilisi-Zugdidi – 18 GEL -ok. 32 zł
Marszrutka (bus) Zugdidi- Mestia -20 GEL -ok.35 zł
Marszrutka (bus) Mestia- Kutaisi – 25 GEL -ok. 45zł
Taxi Kutaisi- Jaskinia Promoteusza- Lotnisko Kutaisi 8 GEL/os -ok 15 zł

Noclegi:

Kazbegi ( Nazi Guesthouse ) 35GEL//os ( z całodziennym wyżywieniem- ok 60 zł
Sighnaghi (Guesthouse Maia ) 30 GEL/os z całodziennym wyżywieniem- ok 55 zł
Mestia – ( Nino Ratiani Guesthouse ) 35 GEL/os z całodziennym wyżywieniem- ok 60 zł

Suma kosztów (bez wyżywienia): ok. 800 zł/os

 

Zawsze możesz zaoszczędzić, sprawdzając aktualne, najniższe ceny lotu, noclegu czy wynajmu samochodu w dowolnym miejscu, do którego się wybierasz poprzez poniższe linki:

 

 

 

Gruzja

 

27 czerwca, kiedy wracałem z Gruzji, dowiedziałem się, że podpisała ona właśnie tego dnia umowę stowarzyszeniową z Unia Europejską. Jest to więc symboliczny krok do zmian, które jeszcze tu zajdą w najbliższym czasie. Mam jednocześnie nadzieję że to, co w niej piękne- ludzie, zwyczaje, miejsca- pozostaną jak najdłużej dziewicze.

 

Lotnisko w Kutaisi

 

Po przylocie do Kutaisi z Warszawy o 20:40 ( zmiana +2h do czasu Polskiego), marszrutką odjeżdżającą spod lotniska dojechałem do dworca kolejowego Kutasi I (5 GEL). Mimo znalezionych w internecie informacji, jakoby pociąg odjeżdżał spoza Kutaisi, jest to zdecydowanie miejsce w obrębie miasta. Razem ze mną na pociąg nocny- kuszetkę do Tbilisi czekało jeszcze fajne małżeństwo Polaków.

 

Dworzec wydawał się opuszczony, przez pewien czas zastanawiałem się nawet jak się do niego wchodzi 😉 a jedynym pozytywnym jego elementem był mały sklep całodobowy z wódką. Razem z nowymi znajomymi nie omieszkaliśmy go odwiedzić jeszcze kilka razy przed odjazdem. Pociąg odjechał punktualnie o 00:25- był to wagon doczepiony nieco później do większego składu, jadącego z Batumi.

 

Miejsce w komfortowej 4 os. kuszetce

 

Mimo wcześniejszych ostrzeżeń wyczytanych na farach, ukazujących zadymiony, nie do wytrzymania duszny wagon, okazało się, że nikt tam nie palił a na dodatek w każdym 4 miejscowym przedziale z łóżkami jest cos co przypomina klimatyzator 🙂 W cenie biletu można odebrać od kierownika wagonu.

Około 6:30 dotarłem do Tbilisi. Spało się wygodnie i każdemu polecam tą formę transportu, jako alternatywę dla marszrutki, którą jedzie się mniej komfortowo i dociera do stolicy Gruzji ok 02:00 co wymaga organizowania noclegu i płacenia za niego. Nocny pociąg załatwia ten problem idealnie 🙂

 

Dworzec kolejowy w Tibilisi

 

Z dworca kolejowego, który jest raczej w dość opłakanym stanie (z wyjątkiem części kasowej), od razu pojechałam metrem (0,5 Gel za przejazd- kupujecie plastikową kartę, którą doładowujemy dowolną kwotą w okienku kasy na każdej stacji. Każde przejście przez bramkę metra pobiera własnie 0,5 GEL) do stacji Didube, z której odjeżdżają m.in. busy do Kazbegi (inna nazwa to Stepancminda).

 

Typowa kuszetka w Gruzji

 

Czekałem ok godziny, aż uzbiera się cały bus chętnych na ten kierunek i jak się okazało, byli to sami Polacy. Czekając na zebranie się kompletu, zaczęliśmy wymieniać się informacjami o planach, praktycznych informacjach itp. Od razu wytworzyła się między nami fajna atmosfera. Nikt nie gwiazdorzył, a na to jestem szczególnie uczulony. Na ludzi, którzy starają się stworzyć wrażenie, że wszędzie byli i juz wszystko widzieli 🙂 Tu nikogo takiego nie było.

 

Do Kazbegi ruszyliśmy ok. 9:00 i jechalismy ok 3 godzin (cena 15 GEL). W międzyczasie zatrzymywaliśmy się w ciekawych miejscach na fotki- Jezioro Żinwalskie, nad którym znajduje się szesnastowieczna twierdza Ananuri, i robiącą niezwykłe wrażenie widokowe- pomnik… jak na ironię- przyjaźni rosyjsko- gruzińskiej. Tam koniecznie trzeba się zatrzymać. Widoki niezapomniane.

 

Twierdza Ananuri Gruzja

 

Nacieki mineralne Gruzja

 
Gruzja
Pomnik przyjaźni gruzińsko- rosyjskiej

Gruzja

 

 

W międzyczasie namawiam resztę grupy na zatrzymanie się w Nazi GuestHouse, u której mam już zarezerwowany nocleg. Reszta grupy jeszcze nie raz będzie się podśmiewać, że mam jakiś gratis od Nazi za bycie naganiaczem 😉 Nazi okazuje się niezwykle sympatyczna gospodynią. Lokuje nas wszystkich- 7 osób w jednym pokoju. Od razu możemy też posmakować pysznych przekąsek, które dla nas przygotowała, zanim jeszcze wyjdziemy w trasę.

 

Nazi Guesthouse Kazbegi Gruzja

 

Nazi Guesthouse Kazbegi Gruzja

 

I tak po krótkiej regeneracji sił, jesteśmy gotowi na trasę do klasztoru Cminda Sameba. Droga zajmuje nam pieszo ponad godzinę, a wybieramy dosyć hardkorową drogę, bo w dobrym towarzystwie nawet trudna trasa jest jakby łatwiejsza. Co jakiś czas mijają nas samochody terenowe, w których zapewne zastanawiają się, po cholerę się tak męczyć na piechotę 😉

 

Cminda Sameba Kazbegi Gruzja

Mój nowy środek transportu ;)

Cminda Sameba Gruzja

 

Tuż przed szczytem spotykamy niezwykłą przylepę- przeuroczego psa, który okazał się świetnym obiektem do zdjęć. I nie prosił za to nawet o 1 GEL 🙂

Liczyliśmy na super widoki i takie też są, choć czujemy się nieco rozczarowani brakiem widoku górującego nad tym terenem Kazbegu. Mamy więc powód aby powrócić tu następnym razem. Klasztor, choć niewielki, ma w sobie jakąś niezwykłą aurę tajemniczości. Do środka można wejść tylko po przepasaniu się zakrywającym nogi materiałem, a kobiety dodatkowo z nakryciem głowy. Można je bezpłatnie pożyczyć na miejscu. W samym miejscu świętym panuje przejmująca cisza.

Przy okazji Kasia, która sama postanowiła odwiedzić Gruzję, opowiada nam 2 historie z jej udziałem, które przekonują, że kobieta samotnie podróżująca po Gruzji ( i zapewne w wielu innych miejscach też) musi być bardzo czujna.

 

Pyszne Chinkali Gruzja

 

Wracamy do Nazi w międzyczasie zahaczając o restauracyjkę, w której zamawiamy pierożki chinkali. Są pyszne. W centrum miasta kupujemy 5l butlę z rzekomo dobrym, czerwonym winem i czaczę. Po drodze urocze widoki.

 

 

Wieczorem po przepysznej, obfitej kolacji, siedzimy do późnych godzin, bo Rafał postanowił ku uciesze nas wszystkich nauczyć nas gry w Tryktraka (zwanego też Backgammon’em)- planszowej gry narodowej Gruzinów. Co chwile dolewamy wina, które do czasu dotarcia do Kachetii taszczymy jeszcze ze sobą, wierząc, że nie jest takie złe. Po Kachetii każde inne wino jest grzechem przeciwko winiarstwu 🙂

 

Grucja

 

Wspaniali ludzie maja w sobie siłę przyciągania, dlatego zmieniam plany, i choć miałem zostać dzień dłużej w Kazbegi, postanawiam jechać z nowymi przyjaciółmi do Kachetii przez Tbilisi. W samym Tbilisi każdy z nas próbuje kupić na dworcu kolejowym interesujące nas połączenia na kolejne dni. Każdy, mimo tego, że na całym dworcu tylko 1 kasjer mówi po angielsku, ostatecznie załatwia sprawę po jego myśli. Większość pojedzie wieczornym pociągiem do Batumi, a ja wybiorę inna destynację.

 

Uczta w Sighnaghi Gruzja

 

Do Sighnaghi, jednej z najpiękniejszych jak się później okazało miejscowości w Gruzji docieramy marszrutką z dworca Samgori (kilka stacji metrem z dworca kolejowego) i już na miejscu, po testowaniu u naszych gospodarzy – Mai i Geli w Guesthouse Maia, domowego wina ( najlepszego jakie do tej pory piłem, a niejedno już piłem 😉 wybieramy się na piechotę do Monastyru Bodbe, niedaleko Sighnaghi.

 

Gruzja

 

Źródło św. Nino Gruzja

 

Monastyr Bodbe, to miejsce gdzie znajdują się relikwie Św. Nino i cudowne źródełko. Odradzam jednak schodzenie do samego źródła, jeśli coś poważnego Wam nie dolega, policzyliśmy z chłopakami – to ok 1300 stopni w obie strony. Poza tym na prawdę poważnie chory nie dotrze tam, po padnie po drodze 😉

Koniecznie napijcie się wina po drodze z Bodbe do Sighnaghi w małej restauracyjce z zapierającym dech w piersiach widokiem na okolicę i góry Kaukazu.

 

Panorama na Sighnaghi Gruzja

 

Sighnaghi Gruzja

 

Sighnaghi Gruzja

 

 

Po powrocie, w związku z urodzinami Pawła, wspólnie biesiadujemy do późna przy towarzystwie tego najlepszego pod słońcem wina.

 

Gruzja

 

Następnego dnia super sprawa- przez naszą gospodynię, zamawiamy dla 5 osób (Kasia niestety musiała po śniadaniu wracać, bo tego dnia miała lot powrotny do domu 🙁 trip taksówka po tzw. Wine Road. Ustalamy, że podstawiony będzie jakiś bus lub duży samochód, bo z kierowcą 6 osób to na zwykłą osobówkę za mało i jak się okazuje… przyjeżdża zwykły osobowy. Justyna na kolanach swojego chłopaka Pawła przejedzie w tej pozycji kilkugodzinny kawałek 😉

 

 
Samo Wine Road okazuje się strzałem w dziesiątkę i każdemu to polecam. Za 30 GEL/os odwiedzamy oddalone o ok godzinę drogi 3 winiarnie, a w każdej z nich możemy posłuchać o historii wina, jego różnych smakach, procesie produkcji itp. Możemy również wypróbować różne smaki. Przy okazji po drodze piękne, górskie widoki i budynki.

 

Budynek jednej z winiarni Wine Road Gruzja

 

Nie trzeba być smakoszem win, żeby mimo to taki sposób zwiedzania okazał się na prawdę fajny.

 

Wine Road Gruzja

 

Wine Road Gruzja

 

Po winiarniach jedziemy do Tbilisi. Zatrzymujemy się jeszcze na pyszne, soczyste, tanie arbuzy. Stoisk przy drodze jest całkiem sporo.

 

Gruzja Arbuzy

 

Docieramy do Tbilisi. Po przepysznym obiedzie, reszta załogi wyjeżdżą pociągiem ok 18:30 w okolice Batumi, a ja zwiedzam Tbilisi.

 

Tibilisi Gruzja

 

Chaczapuri Gruzja

 

Mam na to ok 3 godzin. Mam super pogodę (która z resztą towarzyszyła mi przez cały wyjazd) i z Placu Wolności, przy którym jedliśmy fantastyczne Chinkali i Chaczapuri, udaje się pieszo pod  20 metrowy monument Kartlis Deda- Matki Gruzji, skąd rozpościera się genialna panorama, po czym kolejką gondolową zjeżdżam na dół do parku, przy którym znajduje się. m.in. “most- podpaska” 😉 – most pokoju oraz budynek w kształcie dwóch połączonych tub- teatr- już na ukończeniu budowania.

 

 

 

 

Tbilisi Gruzja

 

Docieram w końcu metrem na pociąg nocny- kuszetkę, gdzie razem z moimi poznanymi pierwszego dnia znajomymi jadę do Zugdidi. Pociąg wyjeżdża o godz. 21:10 a na miejsce dociera ok 06:25.

 

Gruzja Mestia 

Spod dworca odjeżdża już po chwili marszrutka do Mestii, stolicy Swanetii (20 GEL). Bagaże są zapakowane przez kierowcę na górny bagażnik. Nie jest zaskoczeniem, że to głównie turyści stanowią pasażerów busa.

Jedzie z przerwami na zdjęcia (głównie przy robiącej oszałamiające wrażenie zapora Inguri- druga największa na świecie betonowa zapora łukowa 272 m wysokości). Trzeba mieć jednak sporo szczęścia, żeby zobaczyć ja w całej okazałości, ponieważ tereny te są często zamglone. Kierowca jednak zawsze zatrzymuje się w tym miejscu z pasażerami, aby mogli zrobić zdjęcia.

 

Gruzja Mestia

 

Zapora w drodze do Mestii

 

W Mestii jestem już ok 11:00- więc po 4 godzinach jazdy. Widoki po drodze powodują, że choć po kolejnym zdjęciu aparatem obiecuje sobie go wyłączyć, nie ma takie opcji 🙂 W Mestii wybieram się po zameldowaniu w Nano Guesthouse, na 4 godzinną trasę trekkingową nieoznaczonym specjalnie szlakiem, po górzystych terenach. Swaneckie wieże robią jeszcze większa wrażenie na żywo. To koniecznie trzeba zobaczyć!

 

Mestia Gruzja

 

 

Mestia Gruzja

 

Mestia jest czymś pomiędzy wsią a miastem, można tu spotkać zarówno ganiające po ulicach ( w całej Gruzji to częsty widok) krowy, świnie jak i kozy.

 

Gruzja Mestia

 

Gruzja Mestia

 

Gruzja Mestia

 

Gruzja

 

Jest tu również bardzo nowoczesny budynek policji, co również jest charakterystyczne dla całego kraju. Nawet w mniejszych miejscowościach najbardziej okazałym budynkiem jest zazwyczaj komisariat policji.

 

Gruzja Mestia Policja

 

Planując ten wyjazd, miałem niewielka nadzieję, że znajdujące się w Mestii niewielkie lotnisko, będzie nadal oferowało możliwość skorzystania z lotu śmigłowcem do Tbilisi, jak to miało miejsce jeszcze jakiś czas temu. Niestety, okazało się że są one odwołane i zapewne jeszcze przez długi czas nie wrócą do rozkładu. jak na Mestię przystało, budynek lotniska jest dość futurystyczny 🙂

 

Gruzja Mestia Lotnisko
Lotnisko w Mestii, źródło zdjęcia: Podrozniccy.com

Nino Guesthouse to oddzielny temat. Bardzo dużo forów zawiera polecenia tego miejsca noclegu i w zasadzie ja również przyłączyłbym się do tej opinii, gdyby nie to, że odniosłem wrażenie że właścicielką jest niezwykle oschłą, zasadniczą osobą. Spodziewałem się uśmiechniętych pracowników i typowo “gruzińsko gościnnej” właścicielki. Tutaj było jednak zupełnie inaczej. Być może się mylę, ale Nino wydaje się być jakimś lokalnym szefem zarządzającym całym transportem i zakwaterowaniem w Mestii.

 

Sam nocleg, o ile jest w nowym budynku, jest bardzo jak na warunki Gruzińskie komfortowy. Jedzenie, choć również zachwalane przez innych, którzy już tu byli, mnie nie zachwyciło. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy może jest ze mną wszystko ok, skoro wielu mówi, że tu jest tak nadzwyczajnie. No, ale takie było moje szczere odczucie i nie będę udawał, że jest inaczej. Na booking.com średnia ocen to 9/10, więc zaskakująco dobrze, jak na moje doświadczenia, ale być może sami zechcecie się przekonać, jak jest na prawdę 🙂

 

I mega pozytywny aspekt- poznałem u Nino kolejne fantastyczne osoby- 4 dziewczyny z Poznania, z którymi od razu złapałem świetny kontakt. Następnego dnia, tuz po śniadaniu, ok 7:00 wyjechaliśmy razem z Mestii do Kutaisi (25 GEL).

Do wylotu z Kutaisi mieliśmy cały dzień (wylot 21:10), więc po dotarciu do centrum (choć dotarcie było cudem- kierowca o mały włos wszystkich by nas zabił z powodu swojej mega kłótni z innym kierowcą i prędkości, których żaden bus nie powinien w żadnych okolicznościach rozwijać, a tym bardziej nie na Gruzińskich drogach) i pozostawiając bagażu w … sklepie spożywczo-przemysłowym 😉 udaliśmy się do… tak wiem to straszne- do McDonald’a, a potem do nieopodal położonego parku, aby chwile odpocząć, siedząc w cieniu i delektując się wspólnym towarzystwem 🙂

Pogoda tego dnia nas nie oszczędzała. Dałbym sobie głowę uciąć… że było ponad 40 stopni 😉 Dziewczyny w drodze powrotnej, na bazarze kupiły przyprawy dla siebie i jako prezenty dla bliskich. Trzeba przyznać, że te aromaty mocno wchodziły w nozdrza 🙂

 

Gruza i jej prawdziwe oblicze. Gościnność.

Przy odbiorze naszych bagaży, zaczepia nas jeszcze właściciel sklepu i przekształca sie to (nie pierwszy raz w Gruzji), w częstowanie pysznym białym winem domowym oraz rozmowy o życiu. Klienci jakby nigdy nic, robią zakupy a my drinkujemy z właścicielem.

 

Ostatecznie, ponieważ wino nam smakuje, właściciel wysyła kogoś ze swoich do domu, aby przyniósł dla nas jeszcze butelkę na drogę. Na koniec wyściskamy się serdecznie a nasze humory są w fantastycznym stanie.

Po zakupach, ponownie z dworca autobusowego złapaliśmy taxi do Jaskini Prometeusza.

 

Jakinia Prometeusza Kutaisi

 

 

Przypomnę, że jechaliśmy w 6 osób jednym samochodem, więc komfort był może niski, ale za to atmosfera fantastyczna! Wejście do jaskini, mimo zapewnień na forach, jest płatne i kosztuje 7 GEL/os, można również wybrać opcję na końcu trasy przepłynięcia łódką fragmentu jaskini za dodatkowe 7 GEl, jednak my wybraliśmy w opcję pieszą. Sama miejscowość, Tskaltubo, w której znajduje się jaskinia, straszy nieco starymi budynkami z czasów swojej świetności. Mowa oczywiście o czasach sowieckich, kiedy było znakomitym uzdrowiskiem. Po tamtych czasach, nie zostało niestety już zbyt wiele.

 

Gruzja

 

Gruzja

 

Na koniec docieramy do miejsca z którego małą kolejką wracamy do startu 🙂
Ostatecznie wracamy taksówką na lotnisko i mimo ustalonej kwoty 30 GEL za przejazd z nami całej trasy, wręczamy taksówkarzowi 40 GEL, ponieważ okazał się niezwykle miłym, troskliwym… po prostu dobrym człowiekiem.

Lot powrotny o 21:10. Na lotnisku konfiskata małego mydła turystycznego, z podejrzeniem że jest to trotyl 😉
W tym kraju nie można się nie zakochać !

 

Praktyczne informacje:

 

Warto, o ile to możliwe, wcześniej zakupić bilety kolejowe, ponieważ jest na nie spory popyt. Jeśli będziecie chcieli robić to przez internet, po zarejestrowaniu się Tutaj można spróbować kupić bilet. Ja miałem jednak z tym problem, system nie otwierał okna płatności. Poniekąd rozwiązaniem była zmiana proxy przeglądarki na gruzińskie, np. 178.236.54.124 na porcie: 8080. Wówczas okno płatności kartą kredytową pojawiało się, ale i tak nie udało mi się przejść procesu zapłaty. Jednak z tego co wiem inni nie mieli na tym etapie problemu.

Warto zabrać ze sobą do Gruzji jakieś drobne podarunki. Gruzini sa bardzo serdeczni i gościnni. Warto byłoby odwdzięczyć się choć jakimś małym prezentem, najlepiej z flagą Polski.

Przelot helikopterem z Tbilisi do Mestii, na którego tak wielu Polaków polowało, został do odwołania już dłuższy czas temu zawieszony. A szkoda, bo połączenie niskiej ceny- ok 90 GEL z widokiem gór Kaukazu, na pewno niejednego by zachęcił do takiego szybkiego i ciekawego przemieszczania się.

Jeśli jedziecie taksówką, niech nie zdziwi Was przy dłuższych trasach konieczność zatankowania pojazdu, który co ważne trzeba opuścić na czas napełniania gazem.

Wynika to z tego, że w Gruzjii jeździ się na metanie, który u nas ze względu na duże ryzyko łatwopalności, a mówiąc jeszcze bardziej wprost- wybuchowości, jest zakazany do zastosowań w instalacjach samochodowych.

Czy ten artykuł był dla Ciebie wartościowy? Będę wdzięczny za komentarze poniżej. Jeśli potrzebujesz dodatkowych informacji albo masz propozycje/sugestie dotyczące tej relacji, chętnie je poznam. Dzięki Tobie wartość kolejnych artykułów może być jeszcze lepsza.

Chcesz być na bieżąco z kolejnymi relacjami z wyjazdów i poradami?

Zapraszam na profil Życie w podróży na Facebook’u.

Zapraszam Cię również do zapisania się do Newslettera. Gwarantuję tylko wartościowe treści, żadnego spamu.

 


  • Pingback: Gruzja – relacja z podróży | Z PLECAKIEM W PIĘKNĄ PODRÓŻ()

  • Ulka

    Dosyć ciekawa relacja. Krótki ten Twój pobyt był, ale intensywny. Sighnaghi mnie mega zachwyciło… No i widok na Kazbeg. Ja miałam to szczęście, że z dołu było pięknie widać ośnieżony szczyt. Zazdroszczę Ci tej Mestii. Może za jakiś czas wrócę, by zobaczyć wieże w Swanetii.

    • Krótki, to prawda. Większość moich wypadów to max. kilka dni. One trochę mają udowadniać, że można pracować na etacie i organizować sobie co jakiś czas taki rodzaj aktywności 🙂 Sighnaghi bardzo klimatyczne, Mestię koniecznie odwiedź następnym razem, może razem z Ushguli 🙂 My niestety mieliśmy mgłę i widok na Kazbeg był całkowicie zasłonięty. Kolejny powód, żeby odwiedzić Gruzję ponownie 🙂

  • Damian Losik Opencaching

    Fajna relacja. Widok z Pomnika robi niemałe wrażenie! Powodzenia w dalszych podróżach!

  • Nie narzekaj na widoki w Cminda Sameba – ja miałam gorzej – była taka mgła, że ledwo sam kościółek było widać 🙂

    • Jedno jest pewne, to miejsce ma w sobie jakiś magnetyzm i chętnie tam wrócę, niezależnie od pogody 😉

  • Paula Paullaa

    Piękne miejsce jest na liście miejsc, które chcę zobaczyć 🙂

    • Jestem pewien, że niedługo tam wpadniecie i zrobicie jakis kolejny dobry filmik z wyjazdu 🙂

  • Niesamowita relacja! Pierwsze co pomyślałam to ŁAŁ 🙂
    Zdjęcia, opowieść, konkrety, można się poczuć jakby było się na miejscu. Fajnie zorganizowany blog. Jedno kliknięcie i trafiłam do Gruzji 🙂

    • Bardzo dziękuję za tak miłą opinię. Jeszcze kilka kliknięć i prawie cała Europa zwiedzona 🙂 Zapraszam ponownie 🙂

  • matekneo

    Gruzja od zawsze była moim marzeniem! No i fajnie znaleźć kogoś z Lublina w podróżniczej blogosferze 😀

    Jeśli chciałbyś poszukać inspiracji do kolejnych wypraw lub zwyczajnie trochę pozachwycać się pięknem świata, to zapraszam do siebie – na http://www.triponline.pl Pomysłów tam – mam nadzieję – znajdziesz co nie miara!

    • To Wy powinniście się nazywać Życie w podróży 🙂 Ja przy Was to pikuś 🙂 Tak swoją drogą… dlaczego Cliffs of Moher jest w dziale “Swego nie znacie” ? 🙂 Brakuje mi jeszcze zakładki “O mnie” 🙂 Od razu bym zwrócił uwagę skąd pochodzicie 🙂 Pozdrawiam serdecznie.

      • matekneo

        My jesteśmy tylko miejscem inspiracji – chcemy “wysyłać” ludzi w najpiękniejsze miejsca na świecie. A jeśli uda się pojechać choćby w mały procent tych miejsc, to będzie dobrze 😀

        a za mohera już się bierzemy 😀

  • I to wszystko w 5 dni? Aż się wróciłam na poczatek postu, żeby potwierdzić czy nie pomyliłam dat. Super. Zawsze kojarzyłam wyjazd do Gruzji raczej z dłuższym pobytem, a dzięki Twojemu wpisowi wiem, że warto rozejrzeć się za biletami na kilko-dniówkę 🙂

    • Też zastanawiałem się czy w takim czasie uda się zmieścić tak dużo. Przy kolejnej okazji na pewno odwiedzę Gruzję na o wiele dłuższy czas 🙂

  • Krystian

    Zawsze czytam o Gruzji z wielkim zainteresowaniem. Będąc tam około 2 lata temu największe wrażenie zrobili na mnie ludzie mieszkający w tym kraju. Uczciwi, pomocni i bardzo gościnni. Jadąć tam poraz pierwszy myślałem, że pojadę do jakiegoś buszu z nieokiełznanymi ludźmi i cały wyjazd będzie niebezpieczną porażką. Nic z tych rzeczy, jeździłem po gruzji i Armeni autostopem i nic nigdy mi się nie stało, a co więcej jest to jedno z moich ulubionych państw 🙂 Zazdroszczę wyprawy i fajnie było mi powspominać te czasy… Ahh trzeba to powtórzyć kiedyś!:)

    • Ostatecznie Gruzinie to nie jakieś dzikusy 😉 Chyba większość ma pozytywne odczucie w kontaktach z nimi. Dodatkowo przyroda jest przepiękna. Armenia i Gruzja stopem… brzmi jak wyzwanie ze względu na nieco słabe drogi 🙂

  • O, a niedaleko tego McDonalda w Kutaisi można znaleźć porządną, gruzińską knajpkę, gdzie można nawet podejrzeć, jak się robi te pyszne chinkali 😉 jak będziesz się wybierać następnym razem to podam namiar 😉 Z zaciekawieniem przeczytałam Twoje wrażenia z jaskini prometeusza – w trakcie naszej podróży również zostało nam kilka godzin do odlotu z Kutaisi – ale wybraliśmy wtedy Motsametę i Monastyr Gelati.

  • Cudowna, ukochana Gruzja.
    Fajnie było skonfrontować doświadczenia z podróży po tym kraju, z przeżyciami drugiej osoby 🙂
    Oby tylko, tak jak napisałeś, to za co my również pokochaliśmy Gruzję – ludzie, zwyczaje, miejsca – nie uległy komercjalizacji i masowej turystyce.

  • Niesamowita ilość atrakcji i przygód jak na tak krótki okres czasu! :)) Ja ostatnio byłam 5 dni, ale spędziłam je głównie w Tbilisi (z dwoma małymi wypadami poza miasto) i dodam, że był to środek zimy… Ciepło nie było, ale widoki bajeczne! 😉 Mam nadzieję, że w ciepłym sezonie uda mi się zobaczyć więcej Gruzji ♥

  • Kamil Potępa

    Gruzja jest niezwykła, urzeka od samego początku. W porównaniu z Polską nieco inny świat, ale w tym bardzo pozytywnym sensie. Najbardziej w Gruzji lubię piesze wędrówki górskimi bezdrożami, szczególnie okolice Mestii i Kazbegi. Piękne widoki, przyjaźni ludzie, smaczna kuchnia. czego chcieć jeszcze więcej?

    • Witaj @kamilpotpa:disqus 🙂 Gratuję wygranej w konkursie 🙂 Proszę Cię o kontakt na adres kontakt@zyciewpodrozy.pl z podaniem Twoich danych do wysyłki nagrody w postaci przewodnika po Gruzji. Miłej lektury i co ważniejsze okazji do wykorzystania informacji w niej zawartej przy zwiedzaniu Gruzji 🙂